Kładki na których spotykają się ludzie cz.II

 Śpieszmy się

(...) Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna 
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście

przychodzi jednocześnie jak patos i humor 

jak dwie namiętności ciąż słabsze od jednej 

tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu 

jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon 

żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć 
kochamy wciąż za mało i stale za późno (...)

 ks. Jan Twardowski 





Obróciłam się na pięcie i przeprosiłam. Starszy Pan okazał się nad wyraz wyrozumiały (biorąc pod uwagę moją wścibskość) i zaprosił mnie skinieniem dłoni do środka.
Nie zmarnowałam ani sekundy na zastanowienie się nad tym, czy przestąpić próg statku w obecności nieznajomego. Nonszalanckim gestem, przepuścił mnie w wejściu. Przez chwilę panowała cisza, ja mierzyłam wzrokiem z nieskrywanym zaciekawieniem kolekcję książek, a mężczyzna usiadł na krześle i bacznie przypatrywał się mojej twarzy. Miałam wrażenie, że z lekkim rozbawieniem.
- Czy te wszystkie książki należą do Pana? – zapytałam po dłuższej chwili
-Tak, całe moje życie znajduję się tutaj. Na starym statku, w moim ukochanym mieście.
-Pan tu mieszka?
-Tak.. Tutaj mieszkam. Od śmierci mojej żony właśnie takie prowadzę życie. Niektórzy nazwą je życiem na walizkach. Jednak dla mnie takie właśnie życie ma sens.
-Te wszystkie książki. Jest ich tu mnóstwo. Zamierza Pan je sprzedać?
-Oj nie moje dziecko. Jak już mówiłem to całe moje życie. Dużo podróżowałem gdy byłem młody. Europa, Ameryka, potem Azja. Gdziekolwiek byłem odwiedzałem stare antykwariaty i polowałem na najciekawsze okazy. Za każdym razem, gdy kupiłem kolejną książkę, miałem wrażenie, że kupuję mądrość. Nawet nie wiesz ile można posiąść wiedzy dzięki książkom. Spokojnie, nikomu nie zamierzam umniejszać, nawet tym, którzy stronią od literatury, choć ich nie rozumiem. Jednak jestem już stary i coś na temat życia już wiem.
-Posiada Pan książki w różnych językach?
-Tak, chodź, pokaże Ci najciekawsze regały.
Wskazał drogę książką, którą właśnie trzymał w ręku. Trzymał ją tak, jakby stanowiła dla niego największą wartość… Zdecydowanym krokiem przeszłam obok starego fotela, kuchenki i starodawnego kredensu.
-Widzisz? Jedną ręką otworzył starą kotarę, która wyglądała na pamiątkę z podróży do Indii.
Moje ulubione. W porządku alfabetycznym. Jeśli chcesz, możesz się rozglądnąć. Nie mam nic przeciwko.
Skinęłam głową, zgadzając się ochoczo.
Niesamowite, jak dla wielu ludzi wartość stanowią przeróżne rzeczy. Dla tego mężczyzny jest to jego osobista skarbnica wiedzy w postaci książek. Znalazłam kilka w różnych językach. Niemniej jednak francuski i angielski wiodły prym.
-Ma Pani ochotę na kawę czy herbatę? Jeśli mogę polecić.. Posiadam świetną herbatę prosto z Indii.
Nie ma nic lepszego niż herbata, rozmowa z człowiekiem, który posiada ogrom wiedzy i sterty książek.
-W takim razie poproszę herbatę -odparłam
Każdą książkę, które przykuła moja uwagę choć na chwilę pośpiesznie wyjmowałam z regału, jednak trzymając ją w dłoni uważałam, by przez przypadek nic jej się nie stało.
Gwizd czajnika wyrwał mnie z myśli.
-Gotowe – powiadomił mnie starszy Pan
Przez jakiś kwadrans delektowaliśmy się herbatą w ciszy.
Starszy Pan przerwał milczenie.
-Widzę w jaki sposób obchodzisz się z tymi książkami. Nie mam nic przeciwko temu, byś wzięła sobie kilka, które spodobały Ci się najbardziej.
Byłam zdumiona i szczęśliwa.
-Dziękuję! Jeśli mogę wzięłabym tę T. S. Eliot’a oraz anglojęzyczną wersję Doriana Gray’a.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Widzisz, im człowiek jest starszy, tym widzi wszystko bardziej wyraźnie. Ciesz się młodością, nie marnuj ani chwili, ponieważ gdy będziesz już tak stara jak ja będziesz żałowała zmarnowanych szans, a do przeszłości nie ma powrotu. Trzeba stawić czoło teraźniejszości. Temu co jest teraz. Pamiętaj o tym proszę, byś nie bała się starości. Gdy wykorzystasz swój czas, będziesz mogła po latach spojrzeć z dumą w swoje odbicie w lustrze.
Mi już niewiele czasu zostało na tej Ziemi. Jednak im częściej myślę o relacjach międzyludzkich, tym bardziej jestem przekonany, że wszyscy spotykamy się na ruchomych kładach. Tylko od Ciebie zależy, czy utrzymasz się na niej z tą osobą, czy pozwolisz wam utonąć.
Myślę, że chciał powiedzieć coś więcej, jednak jego usta nie potrafiły wymówić już ani słowa.
Dokończyliśmy herbatę, porozmawialiśmy krótko o moich planach. Zapytał czym się zajmuję, co chcę zmienić w życiu oraz co chcę by pozostało niezmienione.
Myślę, że im pytania są łatwiejsze, tym trudniej na nie odpowiedzieć.



Piątkowe popołudniu uświadomiło mi kilka spraw. Może to dzięki innym możemy trafić do siebie? A może inni ludzie to tylko kamizelki ratunkowe. Pomagają, ale nie gwarantują utrzymania się na wodzie?
Wszystko sprowadza się do jednego: Książki są kluczem do wielu odpowiedzi.


Testament

Zapisuję czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie
ogniowi - myśł
niech kwitnie ogień
ziemi którą kochałem za bardzo
ciało moje jałowe ziarno
a powietrzu słowa i ręce
i tęsknoty to jest rzeczy zbędne
to co zostanie
kropla wody
niech krąży między
ziemią niebem

Zbigniew Herbert




Kładki na których spotykają się ludzie cz.I

Za szybko

Za szybko chcesz wiedzieć wszystko
już masz pretensję
do samego Boga, że odłożył słuchawkę - 
do własnego Anioła Stróża, że nietypowy
nie biały, ale serdecznie rudy - 
podobno na dwóch etatach
ponieważ fruwa - omija pytania
(a wszędzie tyle pyskatego cierpienia)
za prędko chcesz, żeby wszystko było tak proste
jak seter irlandzki
ze Świętym Franciszkiem w brązowych oczach
gdy łeb zwężony położy na kolanach
ofiarując ogon - 

ks. Jan Twardowski

wypróbowany przyrząd do powitań i pożegnań

Zabłądziłam. Po raz kolejny. W Paryżu.

Czytanie z mapy ze zrozumieniem nie jest moją najmocniejszą stroną. Znowu zapomniałam naładować komórkę przed wyjściem! Co za tym idzie, jadąc w sobotę na zakupy nadrobiłam spory kawałek drogi!

Sobota była bardzo spontaniczna, w pobliżu Luwru zauważyłam ludzi, którzy trzymali torby znajomej marki odzieżowej, postanowiłam tam pojechać.
Przecież to dla mnie bułka z masłem! Najpierw metro nr 1, potem nr 13 i 35min pieszo.
No właśnie. Podróż metrem rzeczywiście zajęła mi 30min, ale pieszo szłam całe 2h. Ja nie wiem po co ludzie wymyślają tyle skrzyżowań!

Przejdę jednak do sedna. Wydaję mi się. Może nawet jestem pewna…
Nic nie dzieję się bez przyczyny, przypadek to słowo pozbawione jakiegokolwiek sensu!
Zabłądziłam w jakimś celu, zabłądziłam, by odnaleźć: Coś nadzwyczajnego? A może coś niezwykłego ubranego w codzienność?

Przyznam się szczerze, drodzy turyści, zwiedzajcie tylko centrum Paryża. Dalej już nie jest tak kolorowo ;)
Ale.. zdarzają się perełki nawet w najgłębszych wodach tego świata.

Plusem było to, iż widziałam już z daleka miejsce do którego zmierzam… niestety byłam po drugiej stronie rzeki, a najbliższy most nie był tak blisko…

Postanowiłam, że zrobię sobie 5 minut przerwy.



Po chwili zauważyłam zacumowany do brzegu statek. No tak, nic takiego, tu w Paryżu takich pełno. Jednak ten był inny. Gdziekolwiek widzę antykwariaty, ciekawe księgarnie, czy biblioteki, muszę tam wstąpić. A tu przed mymi oczami ukazał się statek przepełniony książkami. Ciekawość zwyciężyła i postanowiłam tam zaglądnąć.
Wejście nr 55 było otwarte na oścież, jakby samo mnie zapraszało.


Kroki zaczęłam stawiać coraz bardziej pewnie. To był mój błąd, gdyż jedna drewniana deska na pomoście pękła, niezwłocznie obróciłam się o 180 stopni, by mieć pewność, że nikt mnie nie słyszał.
Myliłam się, z cienia olbrzymiego dębu półkroki zaczął stawiać starszy Pan, który wcale nie wyglądał na miłośnika książek...



Znowu

Znowu przyszła do mnie samotność 
choć myślałem że przycichła w niebie 
Mówię do niej: 
- Co chcesz jeszcze, idiotko? 
A ona: 
- Kocham ciebie

ks. Jan Twardowski 

Copyright © 2017 Alexandra Rusnak