Pages

Milan, Italy

Chciałbym ludziom powiedzieć, aby otworzyli oczy i ujrzeli piękno tam, gdzie normalnie się go nie spodziewamy.”
Jean Paul Gaultier, projektant



Te słowa idealnie opisują Mediolan. Przed podjęciem decyzji, które miasto wybieramy na weekendowy marcowy "wypad" naczytałam się wielu opinii, że jest to dobre miejsce na 2,3 dni.





Jak dla mnie jest to idealne miejsce na wakacje, ba! Na miejsce zamieszkania. Nasz miesiąc miodowy spędziliśmy w Rzymie. Bardzo mi się tam podobało. Jednak w Mediolanie bardziej. Dlaczego? Jak dla mnie miasto jest tak samo inspirujące jak Paryż, spacerując po tym mieście widzisz piękne uliczki, w każdą z nich chcesz tak bardzo wejść, że po chwili zauważasz, że zboczyłeś z drogi. Miasto jest idealnym miejscem dla artystów. Sztuka na wyciągnięcie ręki. Architektura zapiera dech w piersiach, a stylowo ubrani ludzie są piękną ozdobą miasta. Patrzysz na nich i ciągle się zastanawiasz jak to wszystko ze sobą połączyli? No właśnie. Jeśli istnieją piękne miasta, to Mediolan jest jednym z nich.

W centrum jest pełno ławek na których można przysiąść, poczytać gazetę, popatrzeć na spacerujących, zastanowić się co zrobić ze swoim życiem, by być z niego zadowolonym... w końcu, tak prawdziwie... spełnionym.

W kawiarni patrzę na wchodzących i wychodzących ludzi. Włosi nie przesiadują długo w kawiarniach, zazwyczaj są to obcokrajowcy.
Starszy pan wszedł, zamówił espresso, jednym ruchem zostawił filiżankę pustą, wziął swoją gazetę z lady i wyszedł.

Gdy idziesz do restauracji obowiązkowo płacisz opłatę za chleb i obsługę kelnerską, która doliczana jest do rachunku. Siadamy z mężem przy stoliku, do którego przyprowadził nas właściciel restauracji. Mówi do męża: "Nie będzie Ci smakowało, nie płacicie. Umowa stoi?!"
Danie ku naszemu zaskoczeniu przynosi kucharz, chleb oraz wodę podaje starszy kelner.
Czujemy się jak byśmy przyszli do Włoskiej rodziny na obiad.
Pomidory są niezwykle czerwone i soczyste, pasta idealna, ser rozpływa się w ustach a do uszu dochodzi muzyka, przy której kolacja nabiera nowego smaku.

Niedziela popołudniu. Stoimy w kolejce, by wejść na szczyt Duomo, czyli wizytówki Mediolanu. Czekamy pół godziny, wybieramy wejście schodami, nie wjazd windą. Po pierwsze jest tańsze, a po drugie, wchodzi się tam może 5 minut.
Jesteśmy na szczycie, słowa są zbędne. Wystarczy spojrzeć na twarze zwiedzających.
Wszyscy podziwiają, mało kto wymienia zdania.

Poniedziałek rano. Galeria, w której znajdują się drogie sklepy jest prawie opustoszała. To idealny dzień tygodnia i pora dnia by zrobić dobre zdjęcia, bez turystów.
Przebiegamy szybko na drugą stronę ulicy w obawie, że żółty tramwaj nas wyprzedzi...
Wchodzę do kwiaciarni, którą wypełnia zapach ogrodu botanicznego.
Zamawiamy lody, które są najlepszymi, jakie jedliśmy.
Długo się zastanawiamy czy już kiedyś Nas tu nie było. 























No comments :

Post a Comment

Copyright © 2017 Alexandra Rusnak